10 lat naszego kwartalnika – to niebywałe!

Panowie i Panie, członkowie i sympatycy naszego Stowarzyszenia – wierzcie lub nie, ale nasze pisemko ma już 10 lat!

W maju 1996 roku, po zorganizowanej w Centrum Biznesu w Kielcach II konferencji PLOUG, wydany został „zerowy” numer przyszłego kwartalnika. Organizator konferencji Sławek Kwiecień na ośmiu stronach pisma – w swojej postaci zbliżonego do szkolnej gazetki – opublikował wyniki ankiet pokonferencyjnych, sprawozdanie z dyskusji plenarnej oraz kilka tekstów sponsorów. Na pierwszej stronie tego wydania widniało ogłoszenie o konkursie na nazwę przyszłej gazety. Ogłoszenie, które nieopatrznie przykuło moją uwagę.

Tak to się zaczęło

Konkurs na nazwę pisma wygrała moja – obowiązująca do dziś dnia nazwa pisma – „Oracle’owe PLOUG’tki”. Aby nie psuć sobie humoru, nigdy nie spytałam Sławka, czy na konkurs przyszła więcej niż jedna propozycja nazwy :-). Tak czy owak, w grudniu 1996 roku ukazał się pierwszy egzemplarz naszego kwartalnika, opisany wówczas jako „gazetka konferencyjna stowarzyszenia”. Tym razem już na 20 stronach przeczytać mogliśmy znów wyniki ankiety pokonferencyjnej, ale również pierwsze artykuły techniczne, ogłoszenia i mój pierwszy w życiu felieton.

Potem potoczyło się z górki

Redagowana z początku przez Sławka Kwietnia gazeta, od grudnia 1999 przeszła pod moją jurysdykcję. Wtedy to stając się członkiem Zarządu Stowarzyszenia, oficjalnie przejęłam odpowiedzialność za formę i treść pisma. Gazety która trafi na Wasze biurka bez względu na pogodę i koniunkturę. Gazety, która stara się publikować zarówno ciekawe teksty techniczne, jak i artykuły dotyczące peryferii informatyki – takich jak zarządzanie projektami, czy jakość usług informatycznych. Gazety, która nie pozwala Wam zapomnieć o PLOUG przez cały długi rok od października do października.

Panowie i Panie,

Dziesięć lat w informatyce to szmat czasu. To całe dziesięciolecia a może nawet wieki, jakie mijają w innych rejonach życia. Wiele zmieniło się w tym czasie we wszystkich jej dziedzinach. Począwszy od sprzętu i popularnych języków programowania, po całe filozofie wykorzystywania infrastruktury technicznej na użytek biznesu. Wszystko się zmieniło, a jednak nurtujące nas problemy w zasadzie pozostały te same. Na poparcie tej tezy proponuję Państwu podróż w czasie. Przypomnijmy sobie pierwszą wydrukowaną na naszych łamach w felietonowej formie relację z dyskusji o problemach dręczących środowisko deweloperów aplikacji oraz zadania, jakie stawiał sobie Zarząd Stowarzyszenia 10 lat temu…

Don Kichoci – z niskiej chęci zysku

Jak to zwykle bywa, najciekawsze wydarzenia spotkań takich, jak listopadowa szkoła PLOUG wymykają się planom i harmonogramom. Dyskusja o problemach tworzenia systemów informatycznych w oparciu o narzędzia firmy Oracle nieoczekiwanie zeszła z płaszczyzny software’owej na filozoficzno – społeczną.

Ponure statystyki notują, że 80% dużych projektów informatycznych kończy się fiaskiem. W obliczu wszechogarniającej informatyków rozpaczy, mało kto zwracał więc uwagę w kierunku narzędzi. I słusznie. Wszakże to wszystko jedno, przy pomocy jakiego narzędzia naszego projektu nie ukończymy.

Poszukiwanie winnych tak niskich efektów działania informatyków przy wykorzystaniu tak wysoce zaawansowanej technologii, stosunkowo szybko przeniosło się na płaszczyznę filozoficzno – społeczną, a poglądy dyskutantów spolaryzowały się wokół dwóch antagonistycznych obozów. Już po chwili uczestników dyskusji podzielić można było na „Obóz Zgorzkniałych Użytkowników” i „Obóz Najemnych Programistów”.

„Najemni Programiści” zgodnym chórem wytykali swym zleceniodawcom brak sprecyzowanych jasno oczekiwań i potrzeb. Wszak dowiedzione jest, że informatyk to nie to samo co czarodziej, a zinformatyzowany bałagan nie staje się ani trochę mniejszy, wręcz przeciwnie – jest za to znacznie droższy od poprzedniego. W tym miejscu rodzi się pytanie: co trzyma informatyków przy tak niewdzięcznym i nie rokującym na sukces zajęciu?

Otóż jest nią „Niska chęć zysku !” – informatyk też człowiek: ma rodzinę, drobne dziatki i zewsząd słyszy od znajomych jak dobrze powinien zarabiać.

„Obóz Zgorzkniałych Użytkowników” charakteryzowała teza o tzw. odpowiedzialności zbiorowej. To społeczeństwo końca XX wieku w swojej ciemnej masie nie potrafi skonsumować dobrodziejstw panoszącej się wszędzie informatyzacji. Ponadto brak jest na rynku informatycznym elastycznych przenaszalnych systemów informatycznych, które raz napisane można by używać w dziesiątkach implikacji; a to wymusza pisanie systemów na zamówienie. Trudno jednak mówić o uniwersalnych systemach, skoro ich potencjalni użytkownicy (reprezentowani na sali w policzalnej ilości) nie byli zgodni co do tego, czy system taki może istnieć. Tak więc dla jednych uniwersalny przenaszalny system informatyczny, to droga do obniżenia kosztów informatyzacji, dla innych objaw powracającego centralizmu i odgórnego narzucania rozwiązań.

Z pewnością łatwiej znaleźć zespół informatyków, który podejmie się „opisać” naszą zaściankową rzeczywistość niż dopasować organizację Naszego Kochanego Przedsiębiorstwa do wzorców opartych na logice i zdrowym rozsądku. Co do tego ostatniego, to nie jest on niestety najlepszym argumentem w dyskusji z potencjalnym klientem. Nawet jeśli w „normalnym” stabilnym ekonomicznie i politycznie państwie przepisy nie zmieniają się częściej niż pory roku, to i tak użytkownik zdoła dowieść nam, że pani Marysia musi trzy razy okrążyć biurko starszego referenta przeciwnie do kierunku wskazówek zegara trzymając w lewej ręce załącznik nr 11 – bo taka jest specyfika Naszego Zakładu.

Już Kartezjusz stwierdził, że „Zdrowy rozsądek jest najbardziej rozpowszechnionym produktem na świecie, ponieważ wszyscy są przekonani że go posiadają”. W szczególności posiadają go w ogromnych ilościach kierownicy dużych projektów informatycznych. Informatycy pionierzy, to specjaliści wdrażający ongiś systemy o niepodważalnym znaczeniu, ale dziś często tylko historycznym. Zasada Toma Gilbsa: „Jeśli nie wiesz, co robisz, nie rób tego na dużą skalę”, zawarta w „Principles of Software Engineering Management” nie spędza im snu z powiek, wręcz przeciwnie: przecież Polak potrafi, a komputery to dla nas nie pierwszyzna.

Polska jest i jeszcze przez jakiś czas będzie krajem, w którym kadra kierownicza dobierana jest wg klucza „wieloletni – zasłużony”, zaś profesjonalny manager jest wciąż wynalazkiem obcej cywilizacji. Na nic zda się kształcenie młodych, zdolnych i gniewnych informatyków w sytuacji, gdy pracą ich nie rządzą zdrowe ekonomiczne i organizacyjne zasady. Nawet z doskonałej „zachodniej technologii zarządzania” można zrobić religię opartą na biurokracji, będącą niezawodną maszyną do produkcji błyskotliwych sprawozdań i planowania dalszych intensywnych starań. To tak właśnie kierowane projekty „mają zwykle swój początek, dużo zamieszania i nie mają końca” – cytując za anonimowym mędrcem, a może tylko praktykiem informatyzacji.

Nader często jeszcze dorobienie się przez przedsiębiorstwo własnego systemu informatycznego porównać można do Kowalskiego, który w kwiecie wieku dorobił się „malucha”. I nic to, że nie wygląda on jak Rolls Royce z okładki kolorowego magazynu. A jeśli rzeczywiście jest trochę za mały i za wolny, to przecież nie musimy nim jeździć – wystarczy, że go mamy!

I wszyscy o tym wiedzą.

Spotkanie Zarządu w Warszawie w dniu 9.10.1996r.

W posiedzeniu uczestniczyli:

  • Lucyna Jędraszak-Utrera,
  • Zbigniew Odrowąż-Sypniewski,
  • Sławomir Kwiecień,
  • Janusz Stawski,
  • Krzysztof Pękala,
  • Janusz Hadryś.

Uczestnicy spotkania skoncentrowali się głównie na omówieniu programu działania i celów PLOUG. Główne ustalenia spotkania to:

  1. Nadal będą prowadzone konferencje-warsztaty w formie, jaka obowiązuje obecnie.
  2. Wiele czasu poświęcono zagadnieniu ożywiania kontaktu z członkami. Między innymi zaproponowano, aby w tym celu: 2.1. podjąć próby stworzenia podgrup np. Urzędów Miejskich, 2.2. nawiązać bliższy kontakt z IOUG/EOUG, 2.3. bardziej zaangażować Oracle Polska w działalność PLOUG, 2.4. „zaistnieć” w Internecie, 2.5. opracować zasady i ogłosić konkurs, w którym nagrodą dla zwycięzcy będzie 500 zł, przyznawane komisyjnie cztery razy w roku.
  3. Ustalono również, aby podczas zbliżającej się konferencji w Zakopanem (12-16.11.96) udostępnić uczestnikom tablicę kontaktową, komputery PC do obsługi konferencji oraz skrzynkę typu „masz problem, to zapytaj nas”.
  4. Zobowiązano Janusza Hadrysia do znalezienia sposobu dofinansowania działalności PLOUG.
  5. Ustalono, że następne spotkanie Zarządu odbędzie się 15.11.1996 r. W Zakopanem.

I co Wy na to?

Zapraszam wszystkich Państwa do dyskusji na temat przeszłości i przyszłości Stowarzyszenia zarówno na łamach naszej gazety. Niech początkiem tej dyskusji będą zamieszczone w jubileuszowym bądź co bądź numerze artykuły, poszukujące odpowiedzi na pytania o sens i formę pracy Stowarzyszenia.

Serdecznie zapraszam do dyskusji.