Chodzi o społeczność

Iwona D. Bartczak Iwona_Bartczak@businessdialog.pl

Stowarzyszenia zwykle powstają w atmosferze entuzjazmu, woli działania, z poczuciem głębokiego sensu tej inicjatywy, potem jednak szybko, w dwa, trzy lata tracą rozmach, kreatywność, oryginalność i pewność, że są potrzebne.

 

Są wyjaśnienia banalne i oczywiste, np. źle wybrany zarząd, nierealistyczny przedmiot działalności, uwikłanie w rozgrywki pozamerytoryczne. Ale istota problemu stowarzyszeń leży gdzie indziej, nie w skutecznym lub nieskutecznym zarządzaniu.

Stowarzyszenie jest organizacją, sformalizowaną formą istnienia pewnej grupy ludzi. Stowarzyszenie jest zarejestrowane w sądzie, posiada siedzibę, zarząd, statut i regulamin. Członkowie zapisują się i płacą składki oraz korzystają z oferty stowarzyszenia. Niby wszystko gra, dlaczego więc nie działa? Otóż jest subtelna różnica między społecznością, która nagle – lub w wyniku dłuższego procesu – odkryła swoje istnienie, czyli pewien zakres wspólnoty – interesów, upodobań, postaw – a tą samą społecznością, ale już w formie stowarzyszenia, która już nie zajmuje się odkrywaniem samej siebie, swojej tożsamości, ale skupia się na konsumowaniu owoców bycia stowarzyszeniem. Społeczność jest najbardziej twórcza, żywa, aktywna, kiedy sama dla siebie stanowi wartość, kiedy ludzie są sobą zaciekawieni, kiedy trwa fascynujący proces stawania się podmiotem. Powoływanie stowarzyszenia zachwyca i stanowi kuszącą obietnicę na przyszłość, ponieważ jest właśnie procesem określania swojej tożsamości i odkrywania cudownego uczucia wyrażania swojego „ja”.

Społeczność sformalizowana jest już poza tym procesem – chyba że jest on świadomie podtrzymywany przez liderów. Stowarzyszenie nieświadomie przybiera rolę usługodawcy wobec społeczności. Robi różne pożyteczne rzeczy, jakieś badania, konferencje, portale, itd. Ale nie zajmuje się kultywowaniem poczucia wspólnoty, poczucia bycia społecznością, nie szuka ciągle nowych elementów swojej tożsamości, nie wzbogaca jej o nowe cechy.

Stowarzyszenie jest nastawione na cel. Ma zadania, budżety, wybory, itd. Społeczność jest nastawiona na trwanie, na bycie.

Dlaczego ta różnica między społecznością a jego sformalizowaną formą, czyli stowarzyszeniem jest taka istotna? Ponieważ ta różnica stanowi o uczuciach – nie interesach – stowarzyszonych osób, a jeśli o uczuciach, to również o tym, co z nich wynika: pomysłowości, aktywności, zaangażowaniu, życzliwości, akceptacji. Postawa członka społeczności jest nastawiona na dawanie, na przeżywanie obecności innych, na wymyślanie coraz to nowych pretekstów, aby przyjemnie i pożytecznie razem spędzać czas, na poznawanie innych podobnych do siebie, bo może zadziałają jak lustro i czegoś więcej dowiem się o sobie.

Postawa członka stowarzyszenia jest bardziej nastawiona na branie, na korzystanie z oferty, na ocenianie, czy da się tu coś załatwić, na odbieranie tego, co się należy. Inni ludzie stanowią atrakcyjny zasób, bo właśnie mogą się do czegoś przydać. Oczywiście, elementy towarzyskie i przyjemnościowe w dalszym ciągu odgrywają sporą rolę.

Dlatego okrzepłe stowarzyszenia mają kłopot z sensownym działaniem. Z członków stowarzyszenia trudno coś wykrzesać, jakiś pomysł, jakąś aktywność, a nawet trudno uzyskać jednoznaczną opinię, czy zaproponowane działania im się podobają. Albo nie mają chęci wyrażać tej opinii, albo nie mają jak jej wyrażać, albo liderzy nie umieją odpowiednio zadać pytania. Uczestniczą w działaniach, w stowarzyszeniu, bo jakieś tam korzyści z tego wynoszą, można napisać o tym w CV, a także dlatego, że może to być wygodny pretekst, aby wyrwać się z pracy. Jakby tak dobrze zbadać, dlaczego ludzie są w danym stowarzyszeniu, to pewno okazałoby się, że postrzegają korzyści bardzo luźno związane z misją tego stowarzyszenia, a także ze swoją motywacją, obecną wtedy gdy do niego przystępowali.

A zatem czy warto?

Cokolwiek złego byśmy powiedzieli o stowarzyszeniach, trzeba przyznać, że one powstają, bo istnieją w nas potrzeby, które mamy nadzieję zaspokoić poprzez społeczność. Po pierwsze, jest to owa – już wymieniona – potrzeba tożsamości. Jeśli mówimy o sobie, że jesteśmy praktykami i teoretykami technologii Oracle i to nas jednoczy, to nie całą prawdę mówimy. Mówimy to, co jest najłatwiej uchwytne, namacalne, konkretne. Ale w istocie technologia Oracle jest pewno pretekstem do zbudowania społeczności również w inny sposób bliskich sobie ludzi, jest kryształkiem wokół którego dałoby się zbudować dalszą charakterystykę tej społeczności. Jej legendę, wartości, marzenia, cechy.

Po drugie, potrzeba podmiotowości. Człowiek jest podmiotem, jeśli jego „ja chcę” ma znaczenie. Jeśli to „ja chcę” jest oczekiwaną, akceptowaną formą bycia. Jeśli za „ja chcę” idą działania. Zachwycenie się społecznością, którą sam z innymi podobnymi stwarzam, wynika często właśnie z przeczucia, że tak nabiera znaczenia pojedyncze „ja chcę”. To „ja chcę”, podmiotowość, trzeba pielęgnować w ludziach. U nas „ja chcę” kojarzy się z egoizmem. To zafałszowanie jest konsekwencją komunistycznego wychowania „dla społeczeństwa”. Uczyło jedynie bierności, przeciętności, hipokryzji, generowało kompleksy i właśnie egoizm. „Ja chcę” znaczy „jestem świadomy swoich talentów, chcę działać, tworzyć, realizować marzenia”.

Po trzecie, potrzebujemy wsparcia siebie nawzajem w sprawach, z którymi nie do końca sobie radzimy, np. w sprawach zawodowych. Nie ma takiego poradnika, portalu czy szkolenia, które zastąpi telefon do kolegi. Stowarzyszenie, które nie zachęca, aby do siebie dzwonić i nie organizuje form takiej samopomocy, zaprzecza jednej z ważnych przesłanek swoich narodzin. Samopomoc trzeba regulować, to nie może być żywioł. Można to robić, są sprawdzone formy (ale o tym w następnym odcinku).

Po czwarte, potrzebujemy poczucia wpływu na sprawy ogólne. Opinia środowiska, np. skupionego wokół danej technologii musi być jakoś manifestowana publicznie i ważna dla innych środowisk. Owe inne środowiska muszą dawać jasno do zrozumienia, że potrzebują tej opinii i liczą się z nią. Poczucie wpływu jest jednym z ważnych składników poczucia własnej wartości.

Po piąte wreszcie, potrzebujemy towarzystwa innych ludzi na chwilę albo na dłużej dla przyjemności, radości spotkania nowego człowieka, tej subtelnej atmosfery bycia razem. Nawet najbardziej profesjonalne stowarzyszenie, prowadzące super ważną działalność, rozpadnie się, jeśli nie ułatwi ludziom odczuwania radości spotkania ze sobą. Albo będzie działać jako grupa interesów, ale przecież nie o to tylko chodzi w stowarzyszeniach.

Kiedy planuję różne okazje do spotkań dla menedżerów, zawsze mam w pamięci tę podstawową zasadę: spośród wielu podobnych merytorycznie propozycji spotkań, ludzie wybiorę tę, na której spędzają czas w sympatycznej atmosferze wśród życzliwych interesujących ludzi.

Co z tym zrobić?

Z mojego doświadczenia wynika, że stowarzyszenia się nie sprawdzają. Jak tylko jakaś grupa postanowi się ukonstytuować, wybrać zarząd, wysłać dokumenty do sądu, prawie natychmiast staje się mocno niesprawnie zarządzaną quasifirmą. Firmami zarządzają przynajmniej menedżerowie, też są mniej lub bardziej utalentowani, ale jednak jakieś kompetencje do tego zawodu posiadają, natomiast stowarzyszeniami zarządzają ochotnicy. Jeśli nawet w życiu zawodowym są kierownikami czy dyrektorami, to tym gorzej, bo na stowarzyszenie nie mają czasu, a także szybko włącza się u nich racjonalność biznesowa i widzą całą ułomność tej struktury: ni to firma, ni grupa koleżeńska, ni wspólnota ideowa. Stowarzyszenie wymaga całkiem innego typu zarządzania niż firma i niż grupa towarzyska. A także sama formuła stowarzyszenia wymaga ponownego przemyślenia.

O zarządzaniu środowiskiem, o renowacji stowarzyszenia, o formach działania w następnym odcinku za miesiąc.

Informacje dodatkowe

Business Dialog jest innowacyjnym wydawnictwem, które najpierw buduje społeczności wokół zagadnień biznesu, ekonomii i zarządzania (kluby, stowarzyszenia, doraźne spotkania, grupy niesformalizowane), a potem przygotowuje dla nich i z nimi dedykowane produkty wydawnicze – elektroniczne i papierowe oraz narzędzia do dzielenia się wiedzą i refleksją. Partnerem Business Dialog jest www.dyrekcja.pl

Twórcą i właścicielem Business Dialog jest Iwona D. Bartczak, dziennikarz i redaktor m.in. I programu Polskiego Radia, miesięcznika Więź, Tygodnika Powszechnego, Życia Warszawy, tygodnika Computerworld, potem redaktor naczelny magazynów: CXO Magazyn Kadry Zarządzającej, CFO Magazyn Finansistów i CIO Magazyn Dyrektorów IT (do 2005 roku). Autorka setek artykułów na temat zarządzania i biznesu, kilkunastu programów badawczych w tym zakresie, a także organizator lub prelegent kilkudziesięciu konferencji i spotkań biznesowych.