Od konferencji do konferencji – czego jeszcze spodziewasz się po Stowarzyszeniu?

Jadwiga Gnybek Jadwiga_Gnybek@nofer.lodz.pl

Pierwszy wieczór tegorocznej konferencji przeznaczony został na tradycyjną już chwilę zadumy nad celami, do jakich dąży nasza wspólna działalność, ujęta w ramy stowarzyszenia. Temat ten powraca co kilka lat – zwłaszcza intensywnie w latach kończących kadencję zarządu. Tym razem jednak – mając świadomość tego, jak niezmiernie rzadko członkowie i sympatycy stowarzyszenia mogą się ze sobą spotkać osobiście – postanowiłam podtrzymać nurt dyskusji również w roku w wybory nie brzemiennym.

Pomysł jest tym cenniejszy, że do dyskusji takiej zaprosić można było wszystkich uczestników konferencji a nie tylko tych formalnie w stowarzyszeniu zrzeszonych. Co więcej, spotkanie takie z racji braku formalnej oprawy Walnego Zgromadzenia, nie grozi uczestnikom niebezpieczeństwem bycia wybranym lub obowiązkiem wybierania i decydowania. Tegoroczne zaproszenie dawało możliwość niczym nieskrępowanej dyskusji i wywołania niczym nie grożącej burzy pomysłów.

Wnioski po burzy

Zagadnieniem inicjującym dyskusję miały być formy aktywności stowarzyszenia realizowane pomiędzy zakopiańskimi konferencjami. Niestety uczestnicy spotkania nie wykazali taką formą aktywności żadnego zauważalnego zainteresowania. A może szkoda. Nie jest wprawdzie możliwe, abyśmy z całej Polski zjeżdżali się gdzieś w jedno miejsce na cotygodniowe ploteczki przy kawie i szarlotce. Ale powstanie „lokalnych instancji” stowarzyszenia, które proponowałam już kilka lat temu, nie wymagają ani wiele zachodu ani specjalnych środków finansowych. Ot, członkowie stowarzyszenia mieszkający w jednym mieście mogliby wszak choćby raz na kwartał spotkać się przy piwie i wymienić się plotkami z życia regionu, czy też najnowszymi trikami przydatnymi w oswajaniu naszej ulubionej technologii.

To, co natomiast wzbudziło wymianę opinii, to program i formuła naszej sztandarowej imprezy czyli konferencji. Wnioski które zarząd stowarzyszenia wielkimi literami powinien wymalować na ścianie gabinetu prezesa są takie:

  1. Technologia Oracle i problemy pracujących w niej ludzi, to nie tylko nowinki technologiczne – to również – a może w największym procencie – odkrywanie kolejnych właściwości wersji już „zdublowanych” przez hity sezonu.
  2. Tematyka ogólno informatyczna znajduje równie duże zainteresowanie, co nurt technologiczny. Jak najbardziej oczekiwane są wystąpienia dotyczące zagadnień metodyk prowadzenia projektów, dobrych praktyk wdrażania i świadczenia usług informatycznych oraz szerszego niż tylko przez pryzmat SQL*plusa, spojrzenia na zadania stawiane przed informatyką XXI wieku.
  3. Równie ważne, jak osiągnięcia współczesnej nauki, są doświadczenia uczestników konferencji. Jednym z celów organizowania tej imprezy powinna być bezpośrednia wymiana doświadczeń pomiędzy uczestnikami imprezy lub w odpowiednio zorganizowanych grupach warsztatowych, czy dyskusyjnych.

Tyle relacji skryby. Teraz kilka słów komentarza.

  1. W zaganianej rzeczywistości członkom i sympatykom stowarzyszenia nie pozostaje wiele czasu na działalność o charakterze społecznikowskim, a – co za tym idzie – brak jest ochotników chcących podjąć się trudu organizacji choćby lokalnych imprez o być może zupełnie innym profilu niż konferencja. Bilansuje się to szczęśliwie z brakiem oczekiwań w stosunku do stowarzyszenia w kwestii imprez integrujących nasze środowisko nieco częściej niż raz na rok. Można zatem przyjąć, że w tym obszarze oczekiwania i oferta stowarzyszenia są zbilansowane.
  2. 2. Skoro kilkanaście zgromadzonych dobrowolnie (i bez żadnych konsumpcyjnych rekompensat) osób nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co powinno być treścią portala PLOUG lub też jakich działań pomiędzy jesiennymi konferencjami spodziewaliby się po zarządzie, to może niekoniecznie oznacza, że jest dobrze. Ale na pewno nie oznacza też, że nie jest źle…

Jeszcze trudniej jest, gdy zaczynamy rozmawiać o głównych celach stowarzyszenia; a właściwie nie tyle głównych celach, co beneficjach jakie z realizacji tych celów mogły by wynikać zarówno dla indywidualnych członków stowarzyszenia jak i dla zatrudniających tych członków firm.

Wartością samą w sobie jest bowiem odwiedzenie pięknych polskich Tatr w majestacie profesjonalnej imprezy o charakterze naukowo – poznawczym. Nieco trudniej niestety przełożyć to na korzyści firm, które piękna gór w swojej prawnej osobie podziwiać nie mogą, a – poza powiększoną mądrością swoich pracowników – nie do końca widzą dla siebie szanse zaistnienia, czy to w charakterze lidera technologii oczarowującego kadrę techniczną bezspornymi argumentami odnoszonych sukcesów, bądź też budującej markę wspaniałego pracodawcy w gronie najmądrzejszych z mądrych i najaktywniejszych z aktywnych.

Jednym słowem: jak stowarzyszenie nie miało oferty dla firm, tak nie ma. Pytanie, czy mieć powinno lub czy mieć musi, pozostawiam otwarte, jako zaproszenie do dalszej polemiki.

Ale najważniejsze na końcu

Abstrahując od góralskiego folkloru, z którym dzielnie w szranki staje pop disco, uczestnicy konferencji chcieliby może bardziej niż „tańca pod gwiazdami”, zażyć szczerych (nawet nocnych) oraclowców rozmów. Chcieliby się ze sobą naprawdę spotkać, a nie tylko pomieszkać pod jednym dachem. Chcieliby wymienić nawzajem doświadczenia, zamiast wysłuchać referatu o najnowszych fajerwerkach marketingu. Chcieliby znaleźć rozwiązanie nurtujących ich problemów, na które – jeśli nie zaproszeni na imprezę eksperci, to koledzy po fachu z pewnością znajdą jakąś radę.

Jak to zrobić?

Jeszcze nie wiem. Cieszy mnie tylko (dość przewrotnie do pełnionej od lat funkcji członka zarządu), że mój etatowo już krytyczny głos znajduje również coraz większe odzwierciedlenie w oczekiwaniach innych uczestników tej imprezy.

Są bowiem dwa typy imprez. Te w pełni „profesjonalne”, z całkowicie anonimowym uczestnikiem kupującym jak w hipermarkecie 2 godziny wykładu, 4 godziny warsztatów, obiad i dancing. I te „skautowskie” – przesiedziane w kucki przy ognisku. Mające sens właśnie w spotkaniu, rozmowie, wspólnej – jak to dziś mawiają – interaktywnej zabawie, bez kaowca i klezmerów. Ja osobiście na imprezy profesjonalne średnio się nadaję, prawdopodobnie z powodu organicznej niechęci do dancingów i karmienia na stojąco, a na dodatek czasem na mrozie. Mam jednak świadomość kulturowej odmienności od ogółu społeczeństwa i staram się z owym społeczeństwem żyć na zasadach pokojowego współistnienia.

Nieodmiennie intryguje mnie natomiast pytanie: ilu nas jest. Nas odmieńców! Dinozaurów, albo zasuszonych przy klawiaturach mózgowców. To pytanie również pozostawiam otwarte…

Do następnej trzynastej już konferencji pozostał niecały rok. Jeśli chcemy, by była ona nie tyle pechowa co zupełnie inna, a może zupełnie taka jak przed laty – właśnie taką ją zróbmy. To nie wycieczka wykupiona w Orbisie – to nasza impreza. Zamówmy sobie u Prezesa to, co naprawdę chcemy.

Jeśli będzie to disco-polo przy góralskim ognisku – nie napiszę już w tej sprawie ani słowa.

Z poważaniem: (niepotrzebne skreślić)

  • Przewodnicząca samorządu uczniowskiego – na emeryturze
  • Instruktor ZHP w stanie spoczynku
  • Członek Zarządu stowarzyszenia ds. uszczęśliwiania innych członków PLOUG i przysparzania kłopotów innym członkom Zarządu
  • Redaktor Naczelna PLOUG’tek