Per aspera ad astra,czyli jak zostać partnerem Oracle

Dawno, dawno temu…

W czasach które pamiętają tylko najstarsi informatycy, nowe produkty wytyczające kierunki rozwoju informatyki budziły szacunek i podziw wśród programistycznej gawiedzi. W czasach gdy na lśniących blaskiem zaawansowanej technologii komputerach XT pojawiły się Windowsy 3.0 nikt nie śmiał nawet być niezadowolonym. Wszyscy patrzyli na owe cudo z zachwytem, a ewentualne niedogodności znosili z pokorą i w milczeniu pełnym zrozumienia. W tym mniej więcej czasie na polskim rynku informatycznym pojawiły się zakazane dotąd technologie, między innymi bazy danych Oracle. Mało kto o nich wiedział coś pewnego, ale wszyscy byli przekonani że to naprawdę doskonały produkt.

Biegły lata… Windowsy wraz z innymi produktami tej firmy równie szybko zdobywały rynek i traciły na jakości. Im więcej osób korzystało z tych programów, tym więcej osób na nie narzekało, ale nie miało to większego wpływu na niepohamowaną ekspansję firmy i jej produktów. Coraz więcej osób zdobywało certyfikaty bardzo mądrych specjalistów z danej dziedziny, coraz więcej firm podpisywało umowy wiążące ich losy z logo
Microsoftu.
Kolejne produktu obarczone przysłowiowo dużą ilością błędów zdobywały sobie coraz większą popularność, a ich kolejne wersje ogłaszane były z coraz to większą fetą i pompą.

W tym samym czasie w gronie wyrafinowanych specjalistów kiełkowały zaczątki wielkiej kariery Oracla w Polsce. Dzięki kilku sztandarowym projektom i kilku zachodnim firmom inwestującym w Polsce i opierającym swoje systemy informatyczne o bazy Oracle, popularność tych ostatnich, a co za tym idzie informatyków specjalizujących się w tej technologii, rosła w zadziwiającym tempie. I to właśnie tempo bardzo przypomniało mi historię popularności produktów Microsoftu. Niestety na tym analogia się nie kończy.

Nowe wersje baz danych zaczęły być wydawane w coraz to krótszych odstępach czasu. Cenniki zamiast raz do roku wychodzić zaczęły prawie co kwartał. Niespodziewany ruch w dziedzinie nazewnictwa pakietów spowodował konieczność pamiętania dwukrotnie większej liczby numerków niż dotychczas. Trzeba przecież pamiętać jakie wersje produktów wchodzą w skład Developera 6, a jaki numer bazy kryje się pod nazwą
8i rel 2.

Zadziwiająca analogia – im większa popularność produktów, tym niższa ich jakość. Im większa pompa czyli promocja, tym więcej klientów, im więcej klientów tym niższa jakość usług.

W przeciągu ostatnich 3 lat „przyprowadziłam" do Oracle Polska kilka firm. Innymi słowy asystowałam przy procesie podpisywania umów partnerskich począwszy od wymarłych już umów VAR’owskich skończywszy na OPP via Internet. Mogę więc z czystym sumieniem napisać jak miewał się klient Oracle Polska na przestrzeni tych kilku lat.
Tak fatalnie jak w tym roku jeszcze nie było….

Żeby nie być gołosłowną.

Ten kto próbował podpisać umowę OPP na początku roku wie, że graniczyło to z cudem. I żadne to dla mnie wytłumaczenie że właśnie uruchamiany był nowy system rejestracji przez Web. Jestem zniecierpliwionym klientem spędzającym pół dnia pracy w oczekiwaniu na ściągnięcie się kolejnej strony formularza rejestracyjnego.
Gdyby tego nie było dość, kolejne 2-3 tygodnie spędziłam w oczekiwaniu na potwierdzenie sparowania wpłaty z formularzem i już, już dopuszczona zostałam do stron umożliwiających zamówienie softwaru. Niby nic, banał, posiadłam wszak właśnie najnowocześniejszą na świecie technologię, w której zbudowana są największe systemy e-biznesu, tylko że mnie to jakoś nie cieszy w kontekście ponad dwóch miesięcy oczekiwania na zamówiony software. Przy okazji zapoznałam się szczegółowo z drogą jaką przebywa taka przesyłka pod warunkiem, że zostanie wysłana (w moim przypadku trwało to ponad miesiąc). Potem tylko pobieżna analiza metod pracy DHL oraz polskich przepisów celnych (bo tam również przesyłka utknęła) i już mam!
Oczywiście że mogę sobie ściągać niezbędne instalatory z Weba, ale nie o to chodzi. Skoro software ów jest częścią OPP to czemu pozyskanie tych podstawowych dóbr kosztuje mnie tyle czasu i zdrowia. Ale nie, nie mogę narzekać na zainteresowanie moją osobą w Oracle Corp. Nie maleje. Dostałam na przykład maila, że moja firma zapłaciła za OPP czekiem i że korporacja w przyszłości czeków już przyjmowała nie będzie. Tylko że moja firma płaciła przelewem, wiec ciarki przebiegły mi po plecach, że dane mojej firmy uległy jakimś przekłamaniom. Nic takiego, pocieszono mnie mailem z Warszawy, po prostu korporacja trenuje automatyczne wysyłanie maili i obdarowała tą w sumie niebanalną wiadomością wszystkich jak leci. Niby nic, ale trochę irytuje, a trochę podważa profesjonalny wizerunek korporacji.

Innym przywilejem partnera Oracle jest możliwość uczestnictwa w kursach organizowanych dla pracowników firm partnerskich. I tu kolejna niespodzianka.
Choć kursy mają charakter informacyjno marketingowy nazywają się szumnie szkoleniami. I coś nowego
– w tym roku są płatne. Ci, którzy uczestniczyli w takich spotkaniach w roku ubiegłym pamiętają, że udział w nich był darmowy, toteż nikt nie miał pretensji do poziomu prezentowanych prelekcji. Sama czekałam kiedyś ok. godziny na kabelek do projektora, a innym razem wyszłam w połowie bo już nie mogłam. Tym razem szkolenia te są płatne, choć informacja o tym fakcie nie jest przesyłana w mailach zapowiadających kursy. Znaleźć ją można jedynie na polskiej stronie Oracle Corp. czyli w miejscu, które jest praktycznie niedostępne z polskiej sieci w przyzwoitych godzinach pracy biurowej.
Konia z rzędem temu, kto uzyska szczegółowe informacje na temat interesującego go kursu. Jako przykład polecam spotkanie dotyczące programowania w Javie, o którym nie udało nam się dowiedzieć niczego konkretnego. A pytaliśmy u źródeł (niestety tylko fakturowania) czyli w dziale szkoleń.

Przypomina mi to jako żywo moją rozmowę z właścicielem warsztatu samochodowego, od którego chciałam dowiedzieć się dlaczego mój samochód dynda na podnośniku, gdzieś pod sufitem w czasie, gdy mechanik siedzi tuż pod nim i zajada kanapkę. Przedsiębiorca na to, że obłożenie pracą jest ogromne, więc pracownicy jedzą w krótkich technologicznych przerwach. Na dodatek korporacja (tym razem ta, która wyprodukowała mój samochód) złośliwie rozszerzyła zakres prac wykonywanych przy standardowych przeglądach i stąd te opóźnienia. Niestety blondynką nie jestem, rozejrzałam się po pustawej hali i wytknąwszy ten fakt rozmówcy skwitowałam rozmowę stwierdzeniem, iż albo zakład ma zbyt wielu klientów, w czym mogę pomóc (bo więcej już tu nie przyjadę), bądź ma za mało pracowników, a to już zupełnie nie mój kłopot.

Jadwiga Gnybek

Jadwiga_Gnybek@nofer.lodz.pl