Oracle po polsku, czyli 6 na 8

Jadwiga Gnybek
Jadwiga_Gnybek@nofer.lodz.pl

Najstarsi górale nie pamiętają wersji Oracle poniżej 6. Z
pewnością takowe były, ale daleko na oceanem i za barierą
polityczno-technologiczną. Gdy z początkiem lat 90tych technologia baz danych
Oracle dotarła do Polski, miłościwie panowała nam wersja 6!

Stosunkowo szybko wyparła ją wersja 7 niosąca za sobą
nowinki technologiczne wrażego obozu, czyli narzędzia programistyczne w wersji
okienkowej. Któż oprócz mnie pamięta niezaprzeczalny urok Formsów wersji
2.0 czy Designera linii 5. Pamiętam jak dziś tamte piękne młode lata, gdy
kolejne wersje oprogramowania oczekiwane były z nadzieją. Każda nowa wersja
dawała nowe możliwości, znosiła stare ograniczenia. Oczywiście zastępowała
stary zestaw błędów błędami zupełnie nowymi, ale mimo to bilans zysków i
strat był zwykle na plusie.

Oczywiście, ten optymistyczny podkolorowany obrazek z przeszłości
można złożyć na karb starczej demencji, która pozostawia w pamięci obrazy
jasne i wesołe, zacierając wspomnienia pełne potu i łez. Ale nie
o moje starczej demencji ta rozprawa, a o historii i teraźniejszości
technologii Oracle w Polsce.

Będąc od jakiegoś czasu szefem informatycznej
infrastruktury firmy o profilu produkcyjno handlowym, przeprowadziłam w ubiegłym
roku przeszukanie rynku pod kątem zintegrowanych systemów informatycznych,
dedykowanych średnim i dużym firmom. Moje poszukiwania nie ograniczały się
jedynie do firm pracujących w technologii Oracle, ale kilka tego typu rozwiązań
miałam okazję jako potencjalny klient obejrzeć.

Gdybym była klientem „zwykłym”, nie posiadającym
własnej długiej (niestety) kariery w zawodzie dewelopera,
z pewnym zdziwieniem oglądałabym to, co średnim i dużym firmom proponują
rodzime softwarehouse’y. Oto biorę do ręki kolorowe informatyczne pisemko,
czyli taką Tinę, czy Panią Domu dla informatyków i czytam na całostronicowej
reklamie o hipernowej, niezawodnej, uniwersalnej, skalowalnej technologii Oracle
wersji 9
a teraz lada chwila 10 i do tego G.

Swoją drogą skoro 9 było „i”, a 10 mamy
„g” to 11 powinna być „u” – od angielskiego słowa
useful.

Więc czytam te kolorowe pisemka i nie mogąc pohamować
wypieków na twarzy, piszę zapytanie ofertowe na system zintegrowany dla mojej
firmy. Następnie, czym prędzej rozsyłam je po całej Polsce, czyli między
innymi do kilku firm, które swoje produkcje oparły o tę właśnie hiper i
super technologię. Po jakim czasie otrzymuję odpowiedzi, opis rozwiązań i na
moją osobistą prośbę opis technologiczny środowiska pracy produktu. Czytam,
czytam i oczom nie wierzę. Wszystkie produkty są świetne, zgodne z polskimi
przepisami (co przy ich stopniu skomplikowania i częstotliwości zmian jest
sztuką samą w sobie) i … wszystkie chodzą na ósemce!!!

Oczywiście nie widziałam wszystkich systemów klasy MRP/ERP
napisanych w technologii Oracle, ale to, co widziałam, pozwala mi na zadanie śmiałego
pytania.

Czy ktoś już na poważnie używa dziewiątki?

Na poważnie, to znaczy nie na uczelni, kursie, w folderze
reklamowym, gdzie obiecujemy klientowi zintegrowanie wszystkiego ze wszystkim.
Na poważnie, czyli w instalacji pracującej dla przemysłu, czy banku. Dla
instytucji pracującej 7 dni w tygodniu, gdzie decyzje o upgrade oprogramowania
podejmowane są po bardzo dokładnych analizach, czy nam się to naprawdę opłaca.

Innymi słowy, co MY użytkownicy końcowi mamy z tego, że
od 3 lat królują nam kolejne wersje Oracle 9?

Moim zdaniem niewiele.

Firmy programistyczne (było kiedyś w użyciu takie polskawe
słowo, ale znikło, bo programowaniem jakoś już mało kto się chwali), obsługując
swoich klientów statecznie i odpowiedzialnie, tak naprawdę jeszcze
„dziewiątki” w systemach MRP/ERP nie wdrożyły.

Dlaczego ?

Ba! Oto pytanie. Być może banalnie proste – bo
„dziewiątka” jest zawodna – strasznie rozbudowana w przyległości,
nijak nie użyteczne w systemach pisanych po bożemu czyli w Formsach i
Raportach.

A może wcale nie jest to takie proste. Wykorzystanie zalet
„dziewiątki”
wymusza w zasadzie przepisanie całego systemu na nowe trójwarstwowe
technologie. To praca całkiem nie banalna i obarczona sporym ryzykiem. Jeśli
kiedyś zobaczycie programistę wyrywającego sobie własnoręcznie resztki
siwych włosów z głowy, to z pewnością jest specjalista od uruchamiania
Oracle’owego iASa.

Gdyby było to tak elastyczne, skalowalne i pełne uszczęśliwiających
końcowego użytkownika funkcjonalności, programiści wyrywaliby sobie nowe
jeszcze ciepłe wersje iASa z rąk i czym prędzej sprzedawali by to klientom.

Niestety tak nie jest.

Albo te wersje nie są tak wspaniałe.

Albo klienci nie są świadomi tego, jakie cudo mogą (za wciąż
niebanalną kwotę) nabyć.

Albo nasi programiści są leniwi i konserwatywni.

Czy ja wiem, gdzie jest prawda? Podobno zwykle gdzieś pośrodku.

Niezwykle bowiem trudno wyłuskać z instalatora
„dziewiątki” samą bazę. Bez bajerów, których jeszcze nie chcemy
używać, a które skutecznie zarzynają nasz serwer. A co do bajerów, to po
krachu „dotcomowych” entuzjastów, biznes produkujący guziki, śrubki
czy serki homogenizowane jest na nie zdecydowanie odporny. Stabilność,
bezpieczeństwo i sensowne wymagania sprzętowe są na tym rynku w dużo wyższej
cenie.

Jaki z tego morał, a w zasadzie dwa morały?

  1. Polscy użytkownicy technologii Oracle jeszcze nie
    skonsumowali produktu pod nazwą Oracle 9 czy też iAS 9, a już za chwilę będą
    mieli 10g.
  2. Na naszym rodzimym rynku nie ma jeszcze przemysłowych
    zastosowań oracle’owego serwera aplikacji.

Cóż ma zatem począć sfrustrowany potencjalny klient, który
w kolorowych informatycznych pisemkach od lat już kilku przekonywany jest że
architektura klient-serwer odeszła do lamusa? Gdzie znajdzie kompleksowe rozwiązanie
informatyczne dla swojej firmy, oparte na technologii cienkiego klienta i
serwera aplikacji? Nie jest to niestety łatwe (pomijając oczywiście rozwiązania
oparte na usługach terminalowych, jako protezy do architektury klient-serwer).

Czy to, co napisałam jest prawdą?

Tak czy Nie?

Komentarze proszę przesyłać na adres: Jadwiga_Gnybek@nofer.lodz.pl